Przyjęli nową Pauline. 18 lat. Jest śmiesznie, ale dalej jakoś tak niemrawo.
Gruby (Szynka lub jak kto woli – Maciek) został i śmierdzi od niego coraz bardziej. Od środy do piątku sie nie mył…

Środa
Występują: Ja (czyli ja), Szynka (czyli Gruby vel Maciek).
Ja: Idziesz pod prysznic ? Bo jak tak to ja ide po tobie…
Szynka: Ja nie ide. Wczoraj się myłem.
Kopara na dół.
Dodam tylko, że zaiwaniało od niego jak cholera.
Czwartek
Występują: Ja (czyli ja), Szynka (czyli Gruby vel Maciek).
Siedze w ’2′, snuję się po korytarzach i w końcu postanawiam zaryzykować wejście do swojego pokoju, uprzednio nabierając powietrza. Otwieram drzwi. Podmuch smrodu prawie mnie zdmuchnął z powierzchni Ziemi (hmm… no nie, troche przesadziłem… ale nie bardzo). Patrze. Szynka w pidżamie. Patrze. Godzina 19. Myślę. Coś tu nie gra.
Ja: Ty, ty sie już myłeś ?
Szynka: No.
Moje brwi prawie dotknęły pięt. Bez słowa wychodze.
Z tym myciem to oczywiście był kit, bo nawet nie miał się kiedy umyć. Prysznic brał UFO, potem wepchnął się Stasio, więc nie było nawet jak. Zresztą prysznic po Grubym zawsze jest zawieszony o rączke, a gry wlazłem do łazienki to wisiał swobodnie.
No cóż. Tak bywa.

Pauline od razu polubiłem, bo gdy widzi Grubego to robi miny i wywaraca oczami gdy coś powie.

A tak to nic. Zrobiłem pare prac i teraz musze się już tylko spakować. I iść spać. I rano się obudzić.

To ciao.
Do następnego napisania.